Skip to main content

  Blum/Cieśniewski. A jednak życie.

Wystawa prezentuje dialog dwójki artystów – izraelskiej malarski i graficzki Avivy Blum oraz polskiego malarza Wojciecha Cieśniewskiego. Są oni przedstawicielami dwóch różnych pokoleń naznaczonych odmiennym doświadczeniem historycznym, których połączył niecodzienny zbieg okoliczności i którzy dzielą podobną wiarę w moc i terapeutyczną funkcję sztuki.

Aviva Blum-Wachs urodziła się w 1932 roku w Warszawie jako Wiesia Blum. Wraz z matką i bratem zdołała wydostać się z warszawskiego getta i przeżyła wojnę ukrywając się po „aryjskiej” stronie. Po jej zakończeniu, w wieku 18 lat zdecydowała się na emigrację do Izraela, gdzie zmieniła imię na Aviva i zamieszkała w kibucu Revadim. Tam też zwróciła się w stronę twórczości artystycznej – uczyła się rysunku w Instytucie Schwartzmana i studiowała malarstwo w Intytutcie Avni w Tel Awiwie a następnie grafikę w Akademii Bezalel w Jerozolimie. Inspiracją dla jej prac graficznych i obrazów najczęściej jest izraelski pejzaż, zwłaszcza wzgórza otaczające Jerozolimę, w której ostatecznie zamieszkała. W swoich obrazach pejzaż poddaje artystycznej syntezie i transponuje na język abstrakcyjnych, uroszczonych form. Szczególną wagę przykłada do barw, które harmonizuje bądź kontrastuje, przez co jej prace zyskują dramatyczny, ekspresyjny wyraz.

Wojciech Cieśniewski urodził się w 1958 roku w Działdowie. Ukończył studia matematyczne w Olsztynie po czym wyjechał do Warszawy, gdzie odbył studia malarskie na Akademii Sztuki Pięknych.  Do dziś pracuje na macierzystej uczelni, od dziesięciu lat jako profesor. Swoją twórczość zaczynał od abstrakcji, czasem przeszedł na stronę figuracji, dążąc do większej jednoznaczności i komunikatywności obrazu. W ostatnich latach coraz częściej podejmuje różne wątki z tragicznej historii XX wieku, wyrażając solidarność z ofiarami prześladowań i totalitaryzmów. Powracającym w jego twórczości tematem jest trudna historia własnej rodziny i rodzinnej miejscowości, mazurskiego Działdowa, rozgrywająca się w cieniu faszyzmu i powojennej komunistycznej rzeczywistości.

Ścieżki tej dwójki artystów zbiegły się w ubiegłym roku za sprawą wystawy malarstwa Cieśniewskiego zorganizowanej w Otwocku w ramach upamiętnienia 80. rocznicy zagłady gett w Otwocku, Falenicy i Rembertowie. Artysta pokazał tam obrazy z cyklu „A jednak życie”, w których odwołuje się do przedwojennych i powojennych fotografii odnalezionych na internetowej stornie dedykowanej żydowskim mieszkańcom Otwocka. Wśród  wystawionych prac była „Wiosna narodu 1948”, zainspirowana fotografią trzech nastoletnich dziewcząt przebywających po wojnie w Domu Dziecka im. Dawida Guzika w Otwocku, do którego trafiały ocalałe żydowskie dzieci. Jedną z dziewcząt z tej fotografii okazała się być Aviva Blum. Jej matka, Luba Bielicka-Blum była kierowniczką otwockiego domu sierot. O wystawie Cieśniewskiego i o istnieniu obrazu inspirowanego jej tuż-powojennym zdjęciem artystka dowiedziała się internetowej publikacji na temat wystawy… Tak doszło do tego spotkania i zrodzenia się pomysłu wspólnego pokazania prac…

Ta kolejna odsłona wystawy „A jednak życie” jest więc dalszym ciągiem opowieści o życiu mimo wszystko. Zestawienie obrazów Blum i Cieśniewskiego pozwala uchwycić różnicę artystycznych postaw świadków Zagłady i kolejnego, powojennego pokolenia. Artyści ocalali z Zagłady, do których należy Aviva Blum, po wojnie mierzyli się z niemożnością znalezienia adekwatnego języka dla wyrażenia swych traumatycznych przeżyć i często odnajdywali się w obszarze ekspresjonistycznej abstrakcji, pozwalającej mówić o emocjach, ale wynoszącej je na poziom uniwersalny. Blum jako artystka odcięła się od wojennej historii i oddała się studiowaniu pejzażu w nowym kraju, transponując go na kompozycję barw i form. Cieśniewski należy już do kolejnego pokolenia, które zmaga się nie z bezpośrednim doświadczeniem, lecz z pamięcią. Służy temu sięganie po ocalałe ślady, resztki fizyczności, czasem zawarte w fotografiach, czasem jedynie w aurze miejsca lub w samej naturze. Cieśniewski w swoich obrazach przywołuje zdarzenia z przeszłości i podejmuje „próby” dotknięcia doświadczeń, których nie potrafi sobie wyobrazić ani zrozumieć. Silne emocje, jakie budzą w nim dzieje Zagłady, wyraża sposobem malowania – maluje gwałtownie i szkicowo, ekspresyjnie rozmywa postacie, powiela kadry tej samej historii. W jego onirycznych pracach przeszłość miesza się z teraźniejszością, rzeczywistość ze snem, świadcząc o niemożności stworzenia spójnej reprezentacji tego, co się wydarzyło.

Zarówno Blum jak i Cieśniewski, choć posługują się odmiennym językiem malarskim, malują tak, jak widzą i czują. Aviva Blum tworząc pejzaże projektuje na nie swoje emocje. Jej krajobrazy nie są idyllą, czai się w nich dramaturgia, napięcia, konflikty. Maluje etapami, niektóre prace czekają na dokończenie latami, część z nich jest przekomponowywana. Także Cieśniewski patrząc na naturę, człowieka, historię, szuka przede wszystkim plastycznej formy dla swoich odczuć wobec świata. Poszukując bezpośredniego przepływu emocji, niekiedy maluje przy zgaszonym świetle, w ciemności. Jego praktyką jest kilkukrotne wracanie do tego samego wątku, co ma na celu osiągnięcie lepszego malarskiego wyrazu i świadczy o tym, iż odczucia artysty rozwijają się w trakcie samego aktu malowania.

Aviva Blum często podkreśla, iż sztuka stała się dla niej sposobem ucieczki od straszliwych wspomnień z czasów wojny i przestrzenią, w której mogła znaleźć spokój i ukojenie. Z równą powagą traktuje twórczość Cieśniewski, który sztukę rozpatruje w kategoriach nie tylko estetycznych ale i etycznych. Malując otwockich Żydów ożywia postacie tych, którzy zginęli lub zestawia zmarłych z ocalałymi. Jego malowanie staje aktem moralnym, wypowiedzią niezgody na śmierć. Choć więc jedno ucieka od historii w świat natury zaś drugie dramatycznie usiłuje tej historii dotknąć, Ciesniewskiego i Blum łączy podobny stosunek do sztuki: oboje wydają się przypisywać jej ocalającą, zbawienną rolę. Ich wspólna wystawa to zatem zarówno opowieść o sile życia, jak też i o mocy sztuki.

ZNÓW ŻYCIE

Wystawa A jednak życie miała być projektem jednorazowym. Vojtek przygotował ją w sierpniu 2022 roku dla upamiętnienia 80. rocznicy likwidacji getta w Otwocku. Inspiracją dla obrazów były fotografie dawnych żydowskich mieszkańców tego miasta pod Warszawą, a zwłaszcza zdjęcie trzech nastolatek siedzących na ławce. Zdjęcie to przedstawiało ocalałe z Holokaustu dziewczęta z żydowskiego Domu Dziecka w Otwocku i zostało zrobione niedługo po wojnie. Artystę uderzyła rozkwitająca kobiecość dziewczynek. Jeszcze przed trzema laty były wychudłymi cieniami, niemal pajęczynami ludzi. Teraz miały biodra, miały brzuchy, miały piersi i mogły rodzić dzieci.

A jednak życie… A jednak Żydzi. Niemcom nie udało się unicestwić tego narodu. Cieśniewski nazwał obraz Wiosna narodu. Od tych dziewczyn miało zacząć się odrodzenie społeczności.

Latem 2023 roku planowano powtórzyć wystawę w Muzeum Żydów Mazowieckich w Płocku. Ale nagle znalazła się jedna z dziewcząt siedzących na ławce. Nazywa się Aviva Blum i jest izraelską malarką. Jak na potwierdzenie idei Vojtka: a jednak życie jest silniejsze. Cudowne i nieprzewidywalne.

Wystawa w Płocku, zachowując swój tytuł, mówiła już dwoma głosami: Aviva została do niej zaproszona przez Cieśniewskiego ze swoimi obrazami, akwarelami, grafikami oraz skrzętnie skrywaną pod abstrakcyjnymi pejzażami wojenną traumą dziecka. Życie rozkwitło, jest wartością i pięknem – mówiła wystawa – a jednak… pozostało podszyte lękiem i mrokiem.

Jeszcze podczas wystawy w Płocku pojawił się pomysł, żeby obrazy Avivy i Vojtka zaprezentować wspólnie w Izraelu. Cieśniewski chce pokazać ideę wiosny, odrodzenia, życia jako realność biorącą górę nad nienawiścią i śmiercią. Jego idee są jak biblijne przypowieści, dziesięć przykazań – wykaz prawd, jak żyć. To przesłanie obrazów tego artysty. W swojej sztuce nie idzie on na kompromisy – w przeciwieństwie do życia społecznego, w którym każdy człowiek, jeśli chce żyć w zgodzie z innymi, musi godzić się kompromis własnych ideałów.

7 października w Izraelu wydarza się tragedia. Koszmar, szok wracają – masowe mordy, gwałty, tortury, nienawiść… Program zabicia, porwania, wygnania Żydów – który to już raz? Dla Vojtka przesłanie jego obrazów tym bardziej się nie zmienia. W związku z 7 października tworzy nowe prace. Już inne, ale zostawia im wspólny tytuł: A jednak życie!

Jeśli sztuką jest  poszukiwanie formy dla wyrażenia własnych idei i uczuć – miłości, lęku, nadziei, przerażenia, rozpaczy – to Cieśniewski szuka swojej sztuki w tym, co postrzega, co przeżywa. Co wchłania ze świata, który go otacza. Kiedy zaczynał malować obrazy z tego zmieniającego się z wystawy na wystawę cyklu, nośnika swoich idei szukał w oglądanych fotografiach. Po 7 października już ich nie potrzebuje, czerpie z siebie. Wierzy w emocjonalne porozumienie i moralne przesłanie swojej sztuki. Wierzy, że coś musi wynikać z faktu że maluje obraz – jakby wołał do kobiety: „Jaka pani jest piękna”, by ta kobieta poczuła się piękna. Jakby wołał do mężczyzny wchodzącego na przejściu pod nadjeżdżający samochód: „Halo, niech pan nie wchodzi” i zatrzymał go. Cieśniewski chce głośno wołać: sztuka jest – w znaczeniu humanistycznym – z Człowieka dla Człowieka. A nie – przeciw Człowiekowi. To jedyny powód, dla którego maluje.

A więc po 7 października Vojtek Cieśniewski zaczął karmić siebie nieszczęściem i wojną. I nie zmieniając przesłania malować obrazy takie, jak Ucieczka przed ciemnością – kobietę biegnącą nocą. Jest metaforą młodości i życia. Za nią tkwi biała kula, znak zagrożenia. A wszystko to w barwnych plamkach; rojach świetlików, nieznanych świateł, ogniach wybuchów? W pewnej piosence którą Vojtek zna, stary człowiek śpiewa do młodego: ja wiem, co to jest młodość, ale ty nie wiesz, co to jest starość. Można to strawestować: ja wiem, czym jest dobro, ale ty – na szczęście (!) nie wiesz, czym jest zło. Życie jest piękne, ale żyjemy wciąż zagrożeni złem.

To, co się dzieje dziś w Izraelu/Gazie jest straszne – ludzie stosują przemoc, zło, które jest przeciw życiu. Przesłanie sztuki w pewnej chwili umarło. Cieśniewski przywraca je powtórnie, po raz kolejny, znowu i znowu… wbrew okolicznościom. Wie, że że nie ma innej drogi dla życia – tylko wzajemna miłość i dobro. Maluje w trosce o życie, ze strachu, by nikt piękna życia nie zbrukał, nie zniszczył. Nie zabijał. Vojtek maluje ideały, o których ludzie czasem nie chcą pamiętać, gdy występują przeciw sobie. Przywraca niebanalną prawdę, że największą wartością jest ŻYCIE. A w tym życiu – MIŁOŚĆ do drugiego człowieka.

Każdy jego obraz – jak mówi – to zadośćuczynienie ofiarom przemocy. Każda noc się kończy. W obrazie biegnącej nocą dziewczyny, w osaczającym ją mroku kryje się także poranek. A jednak życie… NIE dla zamordowanych. Ale znów życie! Jak zawsze. Pomimo wszystko.

Jeśli gdzieś nakładają się na siebie obrazy Avivy Blum i Vojtka Cieśniewskiego, to w afirmacji życia i w konieczności malowania. Ich obrazy są jak zaklęcia, jak obiekty, które mają przepędzać zło.

Andrzej Niziołek

na podstawie Vojtka Cieśniewskiego

Następny post