Na pierwszy rzut oka: zima. Jasna przestrzeń, chłodne błękity, miękkie zarysy oddali. Wystarczy jednak odwrócić obraz Wojciecha Cieśniewskiego, żeby ta pewność ustąpiła miejsca pytaniu.
Na rewersie zapisano tytuł „Pejzaż zimowy – Pasym”, technikę i wymiary: olej na płótnie, 75 × 90 cm. Jest też data: „2018 (maj lub czerwiec)”. Obok znajduje się notatka o malowaniu z natury w słoneczny dzień, po drugiej stronie jeziora, na skarpie.
Zimowy pejzaż i maj albo czerwiec. Te informacje spotykają się na jednym płótnie. Sam zapis nie wyjaśnia ich związku. Nie trzeba dopowiadać historii, żeby dostrzec, jak ciekawa jest chwila, w której coś przestaje pasować do naszego pierwszego rozpoznania.

Spójrzmy ponownie na awers. Biel nie jest tu jednolita: przechodzi w krem, szarość i błękit. Ciemniejsza forma w oddali przyciąga wzrok, lecz nie daje się od razu nazwać. Granice są miękkie, miejscami niemal nikną w świetle. Można odczytać ten widok jako doświadczenie ciszy, ale także jako moment niepewności: ile rzeczywiście widzimy, a ile podpowiada nam tytuł?

Podobnie bywa poza obrazem. Widzimy czyjś gest i już przypisujemy mu znaczenie. Słyszymy fragment opowieści i układamy zakończenie. Dopiero dodatkowe zdanie, inna perspektywa albo poznanie okoliczności sprawiają, że wracamy do własnego osądu. To, co wydawało się oczywiste, okazuje się zaledwie jednym z możliwych odczytań.
Awers i rewers można potraktować jako zaproszenie do takiego powrotu. Z jednej strony jest malarski widok. Z drugiej — konkret miejsca, czasu i okoliczności pracy. Oglądane razem nie zamykają obrazu w jednej odpowiedzi. Pozwalają dłużej przy nim zostać.
Może właśnie na tym polega jedna z przyjemności obcowania ze sztuką: można coś rozpoznać, a chwilę później przyjrzeć się temu od nowa. Bez pośpiechu, by usunąć każdą sprzeczność.
Co zmienia się w Waszym patrzeniu na ten pejzaż, kiedy poznajecie zapis z jego odwrotnej strony?




